icon-news

Obiekt UNESCO opanowany przez kosy

Aktualności 15.06.2021

Kosy uwiły sobie gniazdo na drzwiach nowej bazy turystycznej Sztolni Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach. Przez kilka tygodni obserwował je Sławomir Ziemianek – przewodnik po tarnogórskich obiektach UNESCO i specjalista ds. obsługi ruchu turystycznego. Powstała niezwykła historia i chwytająca za serce fotorelacja.

Okres tzw. lockdownu był dość dziwny dla Sztolni Czarnego Pstrąga. Miejsce, które dotychczas tętniło życiem, pogrążyło się we śnie. Przyroda, upominając się o swoje, co rusz wysyłała swoich zwiadowców, by sprawdzili, jak dalece ten gwarny do niedawna teren, teraz cichy i spokojny, może nadawać się do zamieszkania. Nietoperze wyjątkowo w tym roku nie zapadły w sen zimowy. Z uwagi na ogromne ilości pożywienia w postaci chroniących się w podziemiach komarów, pozwoliły sobie na czas ucztowania, a ich liczba oscylująca wokół 20 sztuk, stale się zmieniała, gdy co rusz, kolejny zabłąkany poszukiwacz przygód trafiał to komarzego Eldorado. Jednak wraz z nadejściem wiosny, życie zaczęło wracać na właściwe ścieżki.

Liczące kilkanaście sztuk stadko dzików, co rusz penetrowało warstwę ściółki, wygrzebując co smaczniejsze kąski. Sarny pojedynczo, jak i małymi stadkami przebiegały przez teren wokół szybu Sylwester, jak zwykle niesamowicie się spiesząc. Ptaki, radośnie świergoląc, rozpoczęły zadomawiać się na okolicznych drzewach.

Na początku maja nadszedł dzień, kiedy znów można było otworzyć budynek szybu i wrócić do pięknego świata tarnogórskich podziemi, by pokazywać je kolejnym pokoleniom turystów. Na wszystkich jednak czekała niespodzianka. Pewien kos uwił sobie gniazdko w drzwiach biura budynku dydaktycznego.

Na całe szczęście budynek zaprojektowany przez inż. Waldemara Musioła posiada dwa wejścia. Miejsce gdzie zamieszkały ptaki można więc było odpowiednio zabezpieczyć, by nikt z odwiedzających sztolnię nie zakłócał ich spokoju.

Mimo, iż kos przesiadywał w gnieździe prawie bez przerwy, bardzo szybko przyzwyczaił się do głosu i wyglądu pracowników sztolni. Nawet gdy byli w pobliżu, pozwalał na krótką wizytę w okolicach swojego gniazda, by można było sprawdzić co tak naprawdę się tam znajduje.

Teraz było już wszystko jasne, więc szybko zawiązał się komitet przyjaciół przyszłej kosiej familii i w tajemnicy przed turystami, postanowiono za wszelką cenę nie dopuścić do żadnej ingerencji w spokojne wysiadywanie jaj. Porozumiano się z ekspertami, którzy zasugerowali, aby ptasiej rodzince po prostu nie przeszkadzać, a młode po wykluciu dość szybko opuszczą gniazdo.

Wysiadywanie jajek szło spokojnie, ptasi rodzice przyzwyczajeni do odgłosów człowieka nie zwracali uwagi na coraz większe ilości turystów odwiedzających obiekt UNESCO, tym bardziej że dobrze ukryli gniazdo w filarze kraty.

Po paru dniach nadszedł upragniony dzień. Najpierw z samego rana wykluła się trójka piskląt…

By po paru godzinach spóźniony przedstawiciel kosiej rodziny dołączył do reszty rodzeństwa.

W pierwszych godzinach po wykluciu, rodzice wygrzewali małe kosy, starając się dostarczyć im jak największą ilość ciepła, bo wprawdzie w kalendarzu był już maj, jednak pogoda, wydawało się, zupełnie o tym zapomniała.

Ten błogi okres skończył się dość szybko, a małe pisklęta powoli, na początku bardzo nieśmiało, zaczynały domagać się pożywienia.

Dzień później zaczęło to przebiegać z nieco większą stanowczością…

…by po trzech dniach, dwójka dorosłych kosów z ledwością mogła nadążyć z dostarczaniem czwórce piskląt coraz to większych kąsków. Dzieciaki z coraz większym zaangażowaniem domagały się jedzenia, rosnąc jak na drożdżach. Obsługa sztolni, obserwując ten szybki rozwój, jednocześnie drżała, by popiskiwanie maluchów nie przyciągnęło w nocy jakiegoś drapieżnika. W ciągu dnia dziarsko pilnowano młodych, na spółkę z małżeństwem kosów, jednak poza godzinami pracy wszystko mogło się zdarzyć.

Na szczęście rozwój pisklaków następował tak szybko, że po czterech dniach pojawiło się pierwsze upierzenie, upodabniając jednego z nich do wokalisty zespołu Prodigy.

Kolejny dzień sprawił wszystkim niespodziankę, zapewne najbardziej rodzicom wesołej czwórki, ponieważ maluchy całkowicie zamilkły, jednocześnie wypełniając swoimi dość pokaźnymi sylwetkami całe gniazdo. Ledwo się mieściły, co znaczyło, że czas odlotu zbliża się nieuchronnie.

Rankiem, szóstego dnia po wykluciu się, gniazdo było już zupełnie puste. I tylko jeden z małych kosów przez chwilę skakał w pobliżu szybu, jakby chciał się pożegnać. Po chwili odfrunął, a gniazdo opustoszało.

Jednak życie na sztolni nie zamarło, a wręcz eksplodowało wraz z coraz cieplejszymi dniami, gdy wiosna, a później bardzo szybko lato na dobre zagościło wśród nas.

W ten oto sposób wszystko wróciło do normy, turyści nadal odwiedzają to piękne miejsce gdzie historia miesza się z teraźniejszością, a kosy… no cóż, na pewno są gdzieś w pobliżu. (S. Ziemianek)

W celu zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z witryny ta strona stosuje pliki cookies.

Zostań Patronem